STOP ASFALTOWNI !!! - list od mieszkańca Twierdzy

Dziś (czwartek 7 listopada) dostaliśmy kolejny list dotyczący planowanej budowie zakładu produkującego kompozytowe materiały budowlane wraz z infrastrukturą towarzyszącą, zwanym również asfaltownią lub otaczarnią. List dostaliśmy od mieszkańca Twierdzy (na prośbę dane osobowe do wiadomości redakcji). Zapraszamy do lektury i komentarzy na naszej stronie Facebooku - link, kliknij tu!

Cały czas mogą Państwo podpisywać petycje. Jeśli chcą Państwo przeczytać petycje i ją podpisać zapraszamy na stronę - link - kliknij tu! Wchodzą na stronę z petycją mogą ją państwo udostępniać za pomocą Facebooka.

STOP ASFALTOWNI !!!
Jest takie urokliwe zdjęcie z drona na frysztackiej stronie, gdzie piękne miasteczko na górze, otoczone jest otuliną z mgieł w dolinie Wisłoka. Powszechny widok w górach, którym zachwycają się nie tylko turyści, ale i tubylcy. Moi dziadkowie po mieczu i po kądzieli, mimo, że wyjeżdżali za chlebem do zadymionej Pensylwanii i francuskich kopalń, powracali do miejsca urodzenia, i tu osiedlili się na stałe. Tu się urodziłem w rodzinnym domu, i w jego pobliżu mieszkam przez całe życie, bo ciągle urzeka mnie piękno naszych okolic.

O proteście „Stop asfaltowni” dowiedziałem się 10 minut przed terminem. Mieszkając w pobliżu planowanej inwestycji, uświadomiłem się o zagrożeniu, więc nie mogło mnie tam zabraknąć. Ta życiodajna mgła, zalegająca w kotlinach i dolinie Wisłoka, ma być zamieniona na zawiesinę żrących i trujących kwasów.

Mimo, że świadomość o szkodliwości smogu w miastach, i nieprzewiewnych kotlinach górskich wydaje się wystarczająca, to nikt nie może się oprzeć alternatywie mamony. Już teraz, ilość dymiących kominów w „eleganckich willach”, tworzy trudną do zniesienia egzystencję, szczególnie dla ludzi starszych. A pamiętam czasy młodości, gdy idąc przez moją Twierdzę, czuło się zapach pieczonego chleba.

Zdecydowałem się napisać taki list, bo ludzie listy piszą – od tych realistycznych, jak doktora M. Ziajora, po szydercze – usprawiedliwione niby swoimi zasługami. To prawda, że rozliczani będziemy, lub już jesteśmy z tego, co zrobiliśmy dobrego, a co złego dla ludzi. I nie ma związku z prowadzonym biznesem, lub zajmowanym stanowiskiem. Ci, co więcej otrzymali, więcej będą od nich wymagać – niezależnie od tego, czy są „bardziej ekologiczni, czy bardziej wierzący”. Pazerny przedwojenny biznes, razem z zakładem pracy budował osiedla mieszkaniowe dla pracowników – bo niegdysiejszy kapitalista wiedział to, co dzisiejszemu trudno przechodzi przez głowę – że najcenniejszą wartością jest człowiek i pracownik. Gdyby przeliczanie powierzchni zakładu na ilość pracowników było poprawne, to kombajn zbożowy na polu, musiałby przegrywać z kosami w rękach żniwiarzy. Dochód, inwestowany w rodzinę, zamiast w innowacyjność, jest niepewny. Może to sarkazm – ale nic nie usprawiedliwia prowadzenia działalności wbrew ludziom, bo każda akcja nieuchronnie spotka się z reakcją, skierowaną w kierunku przeciwnym.

Od XIII wieku, czasów założenia Frysztaka i jego świetności, przewalały się różne nieszczęścia i najazdy. Jak głosi legenda, warownię w Twierdzy zburzył książę Siedmiogrodu Rakoczy. Tatarzy, tołhaje , karpaccy zbójnicy, rabacja, krwawe nieszpory frysztackie, przemarsze wojsk, okupacje, nie odebrały mieszkańcom miłości do swojej małej ojczyzny. Jest bardzo wielu takich, co bez specjalnego wynagrodzenia i profitów, upiększają, promują i bronią swoje miejsce do życia. I tego będziemy się trzymać. Tysiącstronicowa powieść „Galicyanie”, oparta na bardzo rozległym materiale źródłowym, pokazuje, że ludzie z doliny Wisłoka, to bardzo pracowity, ale i zadziorny naród.