Ciągle pandemia - powoli wyłania się nowa rzeczywistość.

To już czwarty miesiąc epidemii koronawirusa COV-2. Trochę nauczyliśmy się z nim funkcjonować i każdy z nas próbuje w różny sposób oswoić się z nową sytuacją, by w miarę normalnie prowadzić swoje życie. Tak zwane strategie przetrwania są różne. Jedni uważają, że właściwie wirus jest, ale niegroźny, więc ludzie o normalnej odporności spokojnie go przechorują bez specjalnych objawów, a może go już dawno przechorowali. 

Myślą, że gdzieś tam inni ciężko chorują, muszą być leczeni respiratorami, a nawet umierają, ale ich to nie dotyczy. Nie stosują więc żadnych środków ostrożności, w placówkach handlowych i w autobusach mają maseczki na brodzie, te same od tygodni, noszone tylko po to, by nie zapłacić mandatu. Inni widzą w metodach dystansu społecznego zamach na wolność osobistą, stąd nie godzą się na zasady ostrożności przeciwepidemicznej i walczą z nimi na każdym polu. Jeszcze inni lubią teorie spiskowe i już wiedzą, że wirusa wcale nie ma, jest to tylko pretekst wymyślony dla przejęcia największych firm w Europie i w Polsce przez obcy kapitał, głównie chiński i rosyjski. A szczytem przejęcia kontroli będzie szczepionka przeciw COVID-19, bo razem z nią będzie dodawany specjalny mikroczip, który przejmie kontrolę nad naszą wolą i nawet głosować będziemy tak, jak rozkaże imperator - prawda, że to nieco absurdalne myślenie? Większość z nas zachowuje się jednak racjonalnie, wierzy dowodom naukowym i rozumie, że to trudny czas, który występuje raz na pokolenie. W takim czasie musimy być ostrożni i zachowywać się tak, by samemu być bezpiecznym i nie stać się zagrożeniem dla innych, szczególnie dla osób starszych oraz już chorujących na inne choroby. 

Mój obraz choroby jest bardziej wyostrzony, ponieważ przez te wszystkie miesiące pandemii jestem na pierwszej linii. W Przychodni Medycyny Rodzinnej jako pierwszy muszę rozpoznać zagrożenie i odpowiednio kwalifikować chorych, zgodnie z zaistniałymi objawami. Jednych przyjąć, diagnozować i leczyć z powodu chorób, które przecież powszechnie nadal występują, a innych kierować nawet metodą teleporady na izbę przyjęć oddziałów zakaźnych, by w pierwszej kolejności pobrać wymazy i wykonać test genetyczny w kierunku koronawirusa. Z tej perspektywy widzę też jak zmienia się cała medycyna w dobie pandemii, jak środki ostrożności i ciągła dezynfekcja powodują, że zmniejsza się ilość innych chorób zakaźnych. Na przykład wirusowe infekcje przewodu pokarmowego, tak zwane grypy brzuszne bardzo częste wiosną i latem, teraz należą do rzadkości, ich ilość zmniejszyła się o 90 %. Podobnie zachorowania na ospę wietrzną zmniejszyły się w tym roku dziesięciokrotnie, pewnie dlatego, że zajęcia szkolne były odwołane, a metody odkażania okazały się niezwykle skuteczne również w tej jednostce chorobowej. Z drugiej strony nie słyszałem by rodzice specjalnie gromadzili się z dziećmi u chorego na ospę, żeby zakazić swoje dzieci, jak to często bywało w poprzednich latach. Takie spotkania nosiły nazwę ospa-party i chodziło w nich o to, by dzieci się zaraziły i zachorowały, co miało spowodować ich dalszą odporność bez potrzeby szczepień. Prawda, że zapachniało ruchem antyszczepionkowym? Aż ciarki przechodzą, gdy sobie wyobrażę, iż może zostaną wymyślone korona-party, by nie trzeba było brać szczepionki na COVID-19. Chociaż myślę, że czasem niechcący takie korona-party można zorganizować podczas uroczystości rodzinnych czy w ośrodkach wypoczynku letniego dla dzieci. Z drugiej strony widzę jak ludzie zmieniają swoją postawę wobec szczepionek, jak większość z nich dostrzega nareszcie, że szczepionki to wielkie dobrodziejstwo ludzkości. I obecnie, gdy takiej szczepionki na wirusa COV-2 nie ma, trzeba drżeć o życie naszych najbliższych. Może to takie niewielkie jaśniejsze miejsca na szarej mapie pandemii. A te miejsca, to także ostrożne zachowania nas wszystkich, które pozostaną z nami na długo i spowodują, że innych chorób zakaźnych będzie mniej. W tych czasach naznaczonych epidemią trudno jest funkcjonować, realizować codzienne zajęcia i planować przyszłość, ale naszą największą siłą jest nadzieja. A ona przedstawia nam obraz pozytywnego jutra, że przetrwamy bez strat, bo dbamy o siebie nawzajem, nawet jeśli ceną tego zadbania jest samotność osób w senioralnym wieku. Mamy też nadzieję na szczepionkę, może już na pierwszego listopada, zanim przyjdzie epidemia grypy, będziemy mogli się zaszczepić, by bezpieczniej żyć. Takiego optymizmu i takiej nadziei Wam życzę drodzy czytelnicy, bo nadzieja jak wiadomo góry przenosi, ale zanim to zrobi, niech najpierw przeniesie nas w bezpieczny czas.

Z poważaniem.
Marek Ziajor