KORONAWIRUS I PODRÓŻE

W tym artykule, pisanym z perspektywy wyprawy po Wyspach Kanaryjskich, przyglądam się pandemii COVID jako podróżny. Po pierwsze, jeśli myślimy o podróżach, to koniecznie musimy się zaszczepić. Musimy między bajki włożyć opowieści, że szczepionka wprowadza chip pod skórę, by potem nami sterować, że szczepionka uczyni nas bezpłodnymi, i tym podobne opowieści. 

Po drugie, koniecznie zabrać należy „ paszport covidowy” ze sobą, tak w wersji elektronicznej jak i papierowej, ponieważ nie zawsze na granicach i na lotniskach istnieją możliwości sczytania ze smartfonów zainstalowanego „paszportu”. Często służby graniczne po prostu kopiują wersję papierową Unijnego Certyfikatu COVID. Obserwuję też jak kraje europejskie wymagają szczepień nie tylko przy wyjazdach między krajami, ale również w organizacji imprez masowych wewnątrz kraju. W związku z obostrzeniami, osoby nieszczepione muszą wykonać test na COV-2, który też wpisuje się do paszportu i jest ważny 48 godzin, a później znika z certyfikatu.

Tak może być sprawdzany certyfikat przed każdym wejściem na mecz na stadionie, czy przed wejściem do kina. Generalnie jest założenie, by nie dokładać środków do osób, które nie chcą się szczepić, korzystając ze swojego prawa do wolności, by już nigdy nie zamykać gospodarki i nie przeciążać służby zdrowia dodatkowymi chorymi w szpitalach. 

Ale wracając do podróżowania, wszystkie sprawdzające procedury trwają pewien czas, stąd kolejki na granicach i przy odprawach lotniskowych. Przy przejściach na lotniskach spotkałem się z odkażaniem ozonowym, a zalecenia co do prawidłowego noszenia maseczek i dezynfekcji rąk są bezwzględnie przestrzegane. Na samych Wyspach Kanaryjskich zagrałem w ruletkę z wirusem COV-2 w mutacji Delta. Gdy przebywałem na wyspie Grand Canaria, to wirus przenosił się między pozostałymi wyspami tak, że pod koniec pobytu zaplanowany rajd po Teneryfie już nie był możliwy. Na sąsiedniej wyspie Lanzarote wprowadzano nowe obostrzenia, a nawet zaczęły zamykać się hotele. Na samej Grand Canarii obserwowałem wielkie akcje szczepień z kolejkami chętnych, bowiem mają plan zaszczepienia 80 % populacji mieszkańców od 12-go roku życia do końca lipca. W ten sposób gospodarka Wysp Kanaryjskich, oparta na turystyce, będzie mogła funkcjonować normalnie. Wtedy będzie możliwy ruch turystyczny z pewnymi ograniczeniami i ciągle będzie można zwiedzać te piękne krainy. Niestety nie wszystko zależy od wyspiarzy.

Teraz obserwuję wiele miejsc wolnych, a niektóre hotele wcale się nie otworzyły. Turyści z Wielkiej Brytanii nie dotarli, bowiem po powrocie czekała ich tam dwutygodniowa kwarantanna, stąd nikt nie przyjechał. A trzeba wiedzieć, że 60 % turystów na Wyspach Kanaryjskich to Brytyjczycy. Dla nas teraz to więcej turystycznej przestrzeni i obsługa bardziej się na nas skupia, ale dla biznesu turystycznego to duża strata. Inną taktykę walki z koronawirusem przyjęła Tajlandia. Tam jest bardzo mało zaszczepionych mieszkańców, stąd mocno zaostrzono możliwość przyjazdu turystów do tego kraju. Nie liczą się paszporty COVIDOWE i nawet osoby zaszczepione muszą odbyć dwutygodniową kwarantannę w wyznaczonym hotelu i dopiero wtedy można zwiedzać Tajlandię. By jednak przekroczyć granicę, niezależnie od szczepień trzeba okazać negatywny wynik testu PCR, który oznacza, że w momencie pobierania wymazu nie było wirusa w naszym organizmie. Jeśli jednak nabyliśmy go po pobraniu wymazu, kwarantanna to ujawni. O tyle takie postępowanie ma sens, że społeczeństwo niezaszczepione jest bardzo wrażliwe na zachorowania, a baza szpitalna jest dość słabo rozwinięta w tym kraju. Natomiast osoba zaszczepiona może bezobjawowo przenieść wirusa, może też chorować skąpo objawowo, w sposób niezauważalny dla otoczenia. Zakaźność jednak istnieje i epidemia może wybuchnąć po sezonie turystycznym. Szczepienie chroni osobę zaszczepioną przed ciężkim przebiegiem choroby, koniecznością leczenia szpitalnego i przed śmiercią. Szczególnie widoczne to jest obecnie w Wielkiej Brytanii, gdzie mimo zaszczepienia około 50 % społeczeństwa w wieku ponad 12 lat, wystąpił gwałtowny przyrost zachorowań na COVID – 19, wywołanych mutacją Delta wirusa.

Jednak tym razem epidemia przebiega inaczej, ludzie chorują lekko, są leczeni w izolacji domowej, a leczenie szpitalne prawie nie jest konieczne w większości przypadków. Minimalna jest też śmiertelność, mimo dużej liczby zakażeń. Myślę, że taka też będzie czwarta fala COVID w Polsce, na przełomie września i października. Duża ilość zakażeń, ale chorych będę mógł leczyć w warunkach domowych i tylko nielicznych będę musiał kierować do szpitali, a wśród zaszczepionych śmiertelność będzie minimalna. Taką mam nadzieję, bo istotnym warunkiem takiego przebiegu jest masowe zaszczepienie się Polaków. 

Niestety, ilość chętnych do zaszczepienia spada i teraz to szczepionka czeka na chętnego, a nie odwrotnie, kiedy to chętny do zaszczepienia czekał na szczepionkę. Myślę, że trudno będzie w Polsce uzyskać 50 % zaszczepionych i dopiero po przejściu czwartej fali, gdy ciężko będą chorować osoby niezaszczepione, pojawi się świadomość, że jedyną naszą bronią przeciw wirusowi COV-2 są masowe szczepienia. Może jednak stanie się inaczej, jeszcze mamy około dwa miesiące na zaszczepienie, może ludzie zechcą się zaszczepić i czwarta fala będzie minimalna. Teraz, gdy wiem jak w czasach pandemii trudne jest podróżowanie, jak skomplikowane jest przemieszczanie się po świecie, widzę jeszcze bardziej jaki ten świat jest piękny. Może dlatego, że tak trudno jest po to piękno sięgać.

Z poważaniem
Marek Ziajor.